Co musi się zmienić w edukacji? Poznaj perspektywę ekspertów z całego świata

Wielka recesja czytania, coraz bardziej zmęczeni uczniowie i paradoks cyfryzacji. Na trwającej konferencji IBE PIB eksperci z niemal 50 krajów pokazują, dlaczego wyniki uczniów spadają niemal na całym świecie i czemu proste wyjaśnienia nie wytrzymują konfrontacji z danymi.

9 października w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja "Globalny spadek umiejętności uczniów: trendy, przyczyny i możliwe odpowiedzi".

Konferencję otworzyła Katarzyna Lubnauer, wiceministra edukacji narodowej, która zauważyła, że "ostatnie badanie PISA przyniosło alarmujące wyniki". - Co piąty 15-latek nie osiąga podstawowego poziomu umiejętności. Pogarszanie się wyników zaczęło się jeszcze przed pandemią, więc nie możemy powiedzieć, że to tylko jej skutek. Wszyscy wiemy, jak wygląda problem. Teraz czas skupić się na rozwiązaniach - zaapelowała.

Trzy rzeczy, które muszą się zmienić w edukacji

Po pierwsze, bądźcie odważni. Kwestionujcie wszelkie dotychczasowe założenia. I jeżeli coś nie działa, powiedzmy temu czemuś „nie”. Nawet jeżeli jest to coś, w co wierzyliśmy przez lata. Po drugie, kierujmy się dowodami. Potrzebujemy rozwiązań, które działają nie tylko w warunkach badawczych, ale w prawdziwej klasie, z prawdziwymi nauczycielami. Po trzecie, pomyślcie o skali. Dobry pomysł nie wystarczy. Musimy wiedzieć, czy zadziała w całym systemie edukacji 

- Katarzyna Lubnauer, MEN.

Co właściwie wiemy o globalnym spadku umiejętności uczniów? Tym pytaniem prof. Maciej Jakubowski, dyrektor IBE PIB, otworzył panel ekspertów. Francesco Avvisati z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazał, że kryzys najbardziej widać w czytaniu.

Czytanie to nie tylko przedmiot szkolny, który można zastąpić innym. To fundament całego procesu uczenia się. Gdy pogarsza się czytanie, pojawiają się problemy z innymi przedmiotami (...) AI daje dostęp do informacji, co nie oznacza jej rozumienia. Wygenerowana odpowiedź może brzmieć bardzo wiarygodnie, a mimo to być nieprawdziwa. Dostęp do informacji jest coraz prostszy, dlatego osąd staje się jeszcze ważniejszy

- Francesco Avvisati, OECD.

Dodał, że trzeba odbudować warunki, które wspierają czytanie i wysiłek. Uczniowie powinni regularnie pracować z dłuższymi i bardziej złożonymi tekstami, ucząc się oceniać źródła i łączyć informacje. W ten sposób zmniejszą się nierówności w uczeniu się i można pomóc młodym ludziom rozwijać się w świecie, w którym "toczy się tak wielka rywalizacja o naszą uwagę". 

Brak snu i zmęczenie wpływa na jakość nauki dzieci

Christian Christrup Kjeldsen z Krajowego Centrum Badań Szkolnych (IEA, Dania) zwrócił uwagę na inny globalny problem: uczniowie są coraz bardziej zmęczeni. Niedobór snu koreluje z gorszymi wynikami, a zmęczenie staje się nie tylko problemem szkoły, lecz także problemem społecznym.

W badaniach pytamy uczniów, jak często są zmęczeni, gdy przychodzą do szkoły. Mamy dane od 2006 do 2023 roku. Odsetek uczniów, którzy czują się zmęczeni codziennie, wzrósł z kilkunastu procent do mniej więcej jednej czwartej. Zmęczenie wiąże się z problemami z pamięcią, koncentracją, zachowaniem w szkole i motywacją

- Christian Christrup Kjeldsen, Krajowe Centrum Badań Szkolnych (IEA, Dania).

Co zatem warto zmienić? - W niektórych krajach przesunięto godzinę rozpoczęcia lekcji, a badania potwierdzają, że przekłada się to pozytywnie na wyniki w nauce. Są też polityki ograniczające zajęcia pozaszkolne czy korzystanie z ekranów przez małe dzieci. Czasem wydaje nam się, że wszystkie problemy należy rozwiązywać w szkole, bo tam są dzieci. Ale to dzieje się także poza szkołą - wyjaśnił.

Dr hab. Tomasz Gajderowicz, zastępca dyrektora Instytutu w wykładzie „The Global Decline in Learning Outcomes: Evidence and Competing Explanations” rozprawił się z kolei z najpopularniejszymi wyjaśnieniami spadków.

Uczniowie rozpraszani przez urządzenia cyfrowe osiągają wyniki gorsze o 12–14 punktów, a najintensywniej z nich korzystający nawet o 22 punkty. To jednak korelacja, nie związek przyczynowo-skutkowy. Mamy globalny kryzys edukacyjny i nie ma tu prostych odpowiedzi

- dr hab. Tomasz Gajderowicz, IBE PIB.

O paradoksie cyfryzacji powiedział Julian Fraillon z Międzynarodowego Stowarzyszenia Mierzenia Osiągnięć Szkolnych (IEA): uczniowie korzystają z technologii coraz więcej, ale ich kompetencje cyfrowe nie rosną, a w części badań wręcz spadają. Więcej technologii nie oznacza automatycznie lepszego uczenia się. 

W czasach polaryzacji i dezinformacji fundamentalne znaczenie ma umiejętność rozumienia informacji i odróżniania, czemu w sieci można ufać, a czemu nie (...) Co ciekawe, aż 26 procent uczniów zgłosiło, że w szkole nie uczy się ich umiejętności cyfrowych. Zapytaliśmy też nauczycieli, na ile koncentrują się na umiejętnościach cyfrowych i myśleniu obliczeniowym. Dwie trzecie z nich deklaruje, że poświęca czas na rozwijanie tych umiejętności. Tyle samo nauczycieli przyznaje jednak, że potrzebuje więcej szkoleń w tym obszarze 

- Julian Fraillon, Międzynarodowe Stowarzyszenie Mierzenia Osiągnięć Szkolnych (IEA).

 

Obejrzy nagranie z konferencji

  • relacja w języku polskim

  • relacja w języku angielsku

 

Czy Singapur znalazł sekretny przepis na edukacyjny sukces?

Czy dane krajowe potwierdzają to, co pokazuje PISA? Francja może to sprawdzić jak mało kto, bo co roku bada niemal 7 milionów uczniów, a Thierry Rocher z francuskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej w wystąpieniu „PISA global decline: insights from French national assessment data” zestawił oba źródła i pokazał, gdzie się zgadzają, a gdzie wyraźnie rozchodzą.

Uczniowie z wyższych klas społecznych mogą być bardziej dotknięci problemem smartfonów. Rodzice, świadomi przewagi społecznej swoich dzieci, mniej pilnują czasu spędzanego przed ekranem. To bardzo świeże badania. Jeśli to prawda, musimy przyjrzeć się temu dokładniej

- Thierry Rocher, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Francja.

Singapur od lat należy do światowej czołówki w badaniach międzynarodowych, a tamtejsi uczniowie mają solidne podstawy w czytaniu, matematyce i naukach przyrodniczych. Dwa ostatnie cykle badań przyniosły jednak także spadki, i to istotne statystycznie, a więc niebędące przypadkowymi wahaniami. Skąd takie wahania w wynikach?

Pytacie, czy Singapur ma sekretny przepis na sukces. Szczerze mówiąc, nie znam odpowiedzi. Badania wskazują, że to zapewne połączenie dobrze zaprojektowanego, spójnego programu nauczania, wysoko wykwalifikowanych nauczycieli, zmotywowanych uczniów, wspierających rodziców i sprzyjającego środowiska nauki. Brakuje nam jednak danych empirycznych, które pokazałyby, co ma największe znaczenie i w jakich proporcjach

- Hui Leng Ng, Ministerstwo Edukacji, Singapur.

W Danii spadki obserwowane są już od 10 - 15 lat, a najmocniej w matematyce wśród młodszych uczniów. Co ważne, podobne trendy widać zarówno w badaniach międzynarodowych, jak i w egzaminach krajowych. 

Porównaliśmy wyniki PISA z wynikami duńskich egzaminów na koniec szkoły podstawowej. Wyniki z czytania podążają za trendem PISA: stabilnie do 2018 roku, potem spadek, który przyspiesza między 2022 a 2025 rokiem. W matematyce obraz jest podobny, ale znacznie mniej wyraźny 

- Hjalte Meilvang, Krajowa Agencja ds. Edukacji i Jakości, Ministerstwo ds. Dzieci i Edukacji, Dania.

Roberto Ricci pokazał z kolei włoską perspektywę: duże spadki w czytaniu i matematyce, ale jednocześnie ogromny sukces systemowy: odsetek uczniów wypadających z edukacji zmniejszył się z ponad 26 proc. na początku XXI wieku do około 7 proc.

Kiedy pojawiają się problemy w szkole, typowa reakcja jest taka: potrzebujemy więcej pieniędzy. Pieniądze pomagają, są ważne. Druga typowa reakcja: potrzebujemy mniej liczne klasy. Tymczasem Włochy mają jedne z najmniejszych klas, a nie widzimy żadnego wpływu. Wydatki na ucznia szkoły podstawowej są u nas wyższe niż średnia OECD, a nie widzimy prostego związku między inwestycjami a wynikami. Naiwnością jest myśleć, że wystarczy włożyć w system więcej pieniędzy, by uzyskać lepsze wyniki

- Roberto Ricci, INVALSI (Krajowy Instytut Ewaluacji Systemu Edukacji i Szkolenia), Włochy.

Szkoła jak oddział ratunkowy

Badacze lubią mieć pewność, zanim cokolwiek zarekomendują. Ale Roberto Ricci przekonywał jednak, że w edukacji nie zawsze stać nas na taki luksus. Porównał szkołę do oddziału ratunkowego: tu również nie można czekać 10 lat na rozstrzygające dowody, zanim zacznie się działać. Trzeba podjąć ryzyko, nawet jeśli część decyzji okaże się nietrafiona. - Musimy mieć odwagę szukać rozwiązań - zaapelował.

Jakie są przyczyny zmian obserwowanych w systemach edukacyjnych? Na pewno korzystanie ze smarfonów i AI. Co trzeci uczeń w Unii Europejskiej deklaruje, że często rozpraszają go urządzenia cyfrowe na lekcjach.

Umiarkowane i celowe korzystanie z narzędzi cyfrowych w szkole nie jest czynnikiem ryzyka. Kluczowe jest dobre zarządzanie: jasne zasady w szkołach, nauczyciele, którzy wiedzą, jak kierować korzystaniem z narzędzi, i chroniony czas na dłuższe czytanie i pisanie. Uzależniające korzystanie z mediów społecznościowych również wpływa na wyniki w nauce. Wcześniejszy dostęp do nich, zwykle przez smartfon, wiąże się z gorszymi wynikami w czytaniu i matematyce. Wykazaliśmy też wyraźnie negatywny wpływ korzystania z mediów społecznościowych podczas odrabiania lekcji.

- Philippe Cattoir, Komisja Europejska.

Podobnie jest z korzystaniem z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Dobrze używana AI może wspierać naukę, problem zaczyna się, gdy zastępuje pracę ucznia. - Aż 31 procent uczniów korzystało z AI do streszczania tekstów, które mieli przeczytać - wyjaśnił Cattoir.

Tracey Burns, z Krajowego Centrum ds. Edukacji i Gospodarki (NCEE) z USA, postawiła sprawę jasno: żyjemy w świecie wielu napięć, gwałtownych zmian na rynku pracy i coraz większej presji technologicznej. Jej zdaniem załamała się też dawna „obietnica edukacji”, czyli przekonanie, że określona ścieżka kształcenia niemal automatycznie prowadzi do zawodowego sukcesu.

Jedno z największych to napięcie między stałą łącznością a tym, co młodzi ludzie nam mówią: że czują się pozbawieni głosu i odseparowani od innych. To realne napięcia, które niepokoją badaczy, decydentów, rodziców i same dzieci. 

- Tracey Burns, Krajowe Centrum ds. Edukacji i Gospodarki (NCEE), Stany Zjednoczone.

Pedro De Bruyckere postawił prowokacyjne pytanie: czy po pandemii nie nauczyliśmy dzieci, że do szkoły można po prostu nie chodzić? Zwrócił też uwagę na coś mniej oczywistego, czyli utratę wspólnych odniesień kulturowych. Jeśli każdy uczeń funkcjonuje w zupełnie innym świecie treści, może to wpływać także na zdolność rozumienia tekstów i porozumiewania się.

Wyobraźmy sobie, że trafiamy do klasy, w której wielu uczniów słucha tej samej muzyki i śledzi te same wydarzenia. Wtedy mamy większą szansę na dobry wynik w czytaniu. Być może czytanie nie jest wyłącznie indywidualną umiejętnością, ale kształtuje je także kontekst kulturowy. Być może zmiany, które zaszły, zniszczyły coś, o czym nie wiedzieliśmy, że jest nam potrzebne: wspólny repertuar kulturowy jako grunt do uczenia się 

- Pedro De Bruyckere, Leerpunt, Belgia.

Giovanni Maria Abbiati (Uniwersytet w Brescii, Włochy) mówił natomiast o cyfrowym chaosie. Z jednej strony szkoły inwestują ogromne środki w technologię, z drugiej – państwa wprowadzają ograniczenia i zakazy. Rodzice także są częścią tego procesu: smartfon daje wygodę, bezpieczeństwo i zajęcie dziecka, ale jednocześnie ogranicza jego cyfrową autonomię.

Wniosek? Spadek wyników nie jest jedynym problemem. Obecna rzeczywistość edukacyjna to splot nierówności społecznych, rozwoju technologii, zmian społecznych, kryzysu wspólnoty, niedoborów kadrowych i zmieniającej się relacji uczniów ze szkołą.

Wspólny mianownik?

Podczas ostatniego panelu rozmawialiśmy o tym, jakich rozwiązań potrzebujemy w polityce edukacyjnej.

Tomasz Gajderowicz zwrócił uwagę, że najpierw trzeba doprecyzować, co właściwie rozumiemy przez jakość edukacji. Dla jednych będą to wyniki badań, dla innych klimat klasy, relacje czy poczucie szacunku. Pytał o dziedziny, które wymagają pilnej interwencji oraz o to, czego potrzebują nauczyciele.

Clare Baker z Ministerstwa Edukacji Wielkiej Brytanii (Department for Education) podkreślała znaczenie wysokiej jakości nauczania i skutecznego wsparcia uczniów z trudnościami. Jej zdaniem łatwo wymyślać nowe programy, trudniej zadbać o to, by istniejące rozwiązania były konsekwentnie wdrażane i rzeczywiście działały.

Francesca Borgonovi z  Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przestrzegała przed leczeniem objawów zamiast przyczyn. Nie wystarczy zamienić smartfon na książkę. Potrzebna jest kultura uczenia się, w której dorośli sami pokazują wartość czytania, wysiłku i wiedzy.

Carmen Tovar Sánchez z hiszpańskiego Ministerstwa Edukacji, Szkolenia Zawodowego i Sportu stawiała na pracę jak najbliżej klasy: diagnozowanie konkretnych zaległości, dobre grupowanie uczniów, małe grupy tam, gdzie są potrzebne, oraz wysoką jakość nauczania. Jej priorytet? Czytanie i matematyka jako umiejętności podstawowe.

Helen Köhler z Ministerstwa Edukacji i Nauki Estonii przypomniała doświadczenia Estonii: późniejszy początek lekcji, wysokie wymagania wobec nauczycieli i przekonanie, że wiedza oraz kompetencje ogólne powinny się uzupełniać. Padła też ważna przestroga: nie da się rozwiązywać każdego problemu społecznego, dokładając szkole kolejny przedmiot i kolejną reformę. Zwróciła także uwagę na potrzeby nauczycieli - muszą oni czuć, że zmiany są bliskie ich pracy - muszą się oni także liczyć w każdej zmianie.

Wspólny mianownik? Mniej spektakularnych zmian, więcej jakości, konsekwencji, dobrej diagnozy i warunków do realnego uczenia się.

 

Kalendarz wydarzeń